iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Oferta sprzedaży.Kupcie dom!

http://www.komfort.ipr.pl/34402-Budynek_mieszkalny.html

Idę z duchem czasu - wykorzystuję portal do celów osobistych.Duszę już tu kiedyś odkrywałam, dopóki mnie to bawiło. Obecnie znalazłam miejsce , w którym się odnalazłam, więc spadam stąd .Zajrzę za parę dni z czystej babskiej ciekawości, kto okaże się następcą Willow i pojedzie do SPA.Na moją intuicję będzie to weteranka Czarnapantera lub też nowa Luiza Joanna.Zobaczymy, czy akurat tzw. kobieca intuicja to moja mocna strona...

Pozostałe 9 zwycięskich dziewczynek będzie  szaleć w drogeriach z bonem zakupowym ,jak my 2 lata temu...

Wracając do interesów -kupta,dobre ludziska chałupę, bo mam w niej udział, a kasy mi trza.:)Wietrzę tu interes dla przedsiębiorczych z Wawy,bo.....posesja leży rzut beretem od niedawno otwartego skansenu w Trzcinicy, zwanego zasłużenie Karpacką Troją.

http://www.karpackatroja.pl

Popijam kawusię z filiżanki iWoman wspominając nostalgicznie lata, co się nie wrócą.Pozdrawiam sentymentalnie tych ,co bliscy duchem :) oraz nowicjuszy blogowych."Co było, nie wróci  i szaty rozdzierać by próżno!"    C' est la vie!

Ukłony!Marietka Która Zawsze Gada To Co Myśli Choć Różnie Na Tym Wychodzi....;P

Komentarze (13)
Walę tynki!...;)

Kiedy rok temu, podczas zlecenia stałam na przystanku w Mieście Wojewódzkim, moją "zmuloną " nieco uwagę doprowadził do pionu napis, który właśnie przemieszczał się na lawecie wzdłuż ulicy. Ogromny baner - reklama firmy budowlanej głosił wszem i wobec :

WALĘ  TYNKI!

Drożdżówka, którą akurat pochłaniałam, utknęła na moment w otworze gębowym, dając tym samym mocno gapowaty wyraz mojemu obliczu.No! Takie oryginalne podejście do tematu rozbawiło mnie niepomiernie, aż do łez....W odróżnieniu od setek, tysięcy różowiutkich bądź czerwonych serduszek pleniących się w  kwiaciarniach,spożywczakach, cukierniach,sklepach z pościelą ,bielizną( a głowy nie dam, czy AGD obroniło się przed Walentym;)), tutaj -zdrowy rozsądek budowlańca wykorzystał cały ten kram dla własnych celów!

Patron epileptyków napędza raz w roku tryby komercyjnej machiny od kilkunastu lat.Zarabiają na nim krocie sklepy i portale społecznościowe,wpędzając nas w poczucie winy sloganami w rodzaju:

"Czy podarowałeś już serduszko swojemu Walentemu?"

albo

"Wyślij prezent swojej Walentynce!"

No, jak trzeba, to kupią, podarują! Ona  -jemu, on -jej...Pani Komercha zaciera łapki zadowolona...Podobno przed 14 lutego wiele samotnych osób szuka sobie namolnie pary. Po co, pytam?! Aby oszukać się na ten jeden dzień, aby uwierzyć, że komuś na tobie zależy?....Tak, jakby sztucznie wyreżyserowane "święto" miało naprawdę jakieś znaczenie dla naszych uczuć...Tym bardziej ,że niektórzy drwią z "komuszego" 8 -go Marca, Dnia Kobiet.Wiadomo, święty od padaczki to wyraz postępu , bo przyszedł z Zachodu! ;P;) A my, Polacy baaardzo lubimy Zachód, jak niegdyś U.S.A.

Już słyszę, jak któraś wścieka się na mnie za te słowa : "Sama jest, więc  zazdrości nam.Chciałaby na pewno, aby dzisiaj ktoś podarował jej serduszko!"

NIE. Nie chciałaby. Bo nie lubi tanich , przymusowych gestów, okazywania uczuć "na pokaz". Bo - jak to powiedziała jej przyjaciółka -jest....prawdziwa w słowie i myśli.Może nie przez wszystkich lubiana( i cóż z tego, dla niej nieważna ilość), ale ceni w ludziach to, co ponadczasowe.

Bądźmy dla siebie bardziej serdeczni i mili na codzień.W związkach przyjacielskich czy partnerskich okazujmy sobie uczucia bez okazji.To będzie miało dużą wartość ,bo popłynie z serca, a nie pod dyktando mediów. Tak.Taki właśnie stosunek( sic!) ma marietka do Walentego. Bezpłciowy.;)

Świetnie oddaje moje emocje ten wykonawca.....;)

http://www.youtube.com/watch?v=qQ3VXr-6pRw

A taki obrazek w Paint na temat....;)

P.S. O, kurczę!....Komórka dzwoni....esemes? Nie....ememes? Kie licho?! Otwieram wiadomość multimedialną......Nieznany numer.....Radosny misiek....posyła mi całuski w kształcie ....serduszek......NIEEEEEEEE!!!!!!:))))))

Komentarze (9)
Preludium :P

Idąc za pomysłem blogowej koleżanki Czarnejpantery puszczam w obieg fragment mojego pisania, coby zachęcić / zniechęcić ? ;( potencjalne czytelniczki Są cztery bohaterki, wyrzucam więc w przestrzeń kawałek wnętrza ;) jednej z nich, Agaty....

"........Nie wiem, czy go kochałam....Działał na mnie jak płachta na byka ten jego wzrok. Spojrzenie zamglone,niedbały uśmiech jak zapowiedź wyprawy w nieznane...Rozklejał mnie gość urokiem osobistym.No i błyskotliwą inteligencją. Z burakiem nie wytrzymałabym siedmiu miesięcy!

Tylko do wspólnego życia to wszystko okazało się za mało. A może to ja byłam niecierpliwa i nie potrafiłam Maćka "wychować" po swojemu?...Chyba mi się już nie chciało zmieniać dorosłego faceta. Nie zależało mi widocznie aż tak. To on próbował zmienić mnie, wchodząc z butami w moje "staropanieńskie" ( tfu, co za infantylne słowo) , jednak już jakoś uporządkowane życie. "Powinnaś to, musisz tamto..." Ja niczego nie muszę! Mogę wiele, ale niczego nie muszę.

Cóż, było, minęło...Nie wracam zbyt często do tego, co było.Żyję dniem bieżącym, tak jest łatwiej.

Klaudia jeszcze dziś zadzwoni, jak ją znam! Będzie chciała mnie gdzieś wyciągnąć w sobotę wieczorem.Jeszcze tylko nie wiem gdzie - do klubu na drinka czy na imprezkę u znajomych.

A ja raczej nie będę miała ochoty.Wolałabym już ukulturnić się na jakimś spektaklu czy koncercie...Przecież Maćka poznałam właśnie na takiej "domówce".Wiem, że wszystkim zależało, aby zrobić z nas parę. "Pasujecie do siebie" słyszałam co chwila. No, owszem, pasowaliśmy! Na krótki dystans...Dość mam tego swatania, przymierzania mnie do facetów! Pasować to mi może makijaż albo sukienka..To ja decyduję, czy chcę z kimś być i kto to ma być, ewentualnie!

Czasem, jak mam humor, włączam komputer i bawię się w te słowne potyczki, flirciki bez finału. Piszę z różnymi typkami, ale - nie ukrywam - IQ ma znaczenie. miło pogadać ( choćby wirtualnie) z inteligentnym samczykiem. Fajnie buzuje adrenalinka! Cóż, jedni skaczą na bungee, innych podnieca szermierka słowem!...

Werbalne potyczki damsko -męskie z dwuznacznikami w tle to dla mnie prawie orgazm! Ale zwykle oni, ci amanci sprzed monitora, po jakimś czasie chcą się spotkać w realu.A to mnie już nie kręci. Cała radość w tych podchodach na odległość i ciągłe zawieszenie -odpisze, nie odpisze?...."

............................................Tyle.;) Reszta Agaty, Sabiny, Marty i Amelii w mojej książce.

Ukłony. M.M :)

Komentarze (5)
Wydałam książkę! :)

..................Takiego świra jak ja trzeba by szukać ze świeczką, a najlepiej w gęstwinie.:) Dawniej myślałam, że moja "inność" to wada,obecnie - widzę to inaczej.Zawsze bardziej czułam świat duszą, niż postrzegałam wzrokiem.Zdroworozsądkowe widzenie rzeczywistości przydawało mi się tylko w chwilach podejmowania ważnych decyzji. Na codzień karmiłam się pięknem ulotnym, wartościami, które dają siłę przetrwania w tym niełatwym świecie realnym..Muzyka, taniec, pisanie, rozmowy z ludźmi, plastyczne igraszki -wszystko to pozwalało mi  i pozwala nadal trwać w nim i....nie oszaleć.:)

Muzyka....Odbieram ją bardzo intymnie, czasem żartuję,że "czuję ją w sobie", ale nie wiem, czy to tylko żart:)...Aby jednak wyrazić siebie muzycznie, trzeba ( poza tańcem oczywiście) być biegłym w zapisie linii melodycznej, a z tym u mnie kiepsko.Pozostało więc nagrywać na taśmę swoje piosenki i mieć nadzieję, że za ileś tam wieków, wykopane z gleby, będą atrakcją dla etnografów.:)

Inaczej ze słowem pisanym....Ono jest powszechnym środkiem wyrazu od stuleci, a także -co tu kryć- o największym zasięgu odbioru.Toteż cudowne jest,ze można za pomocą  umownych znaków , zwanych literami wzbudzić wszelkie możliwe uczucia -radość, niepokój, strach,wściekłość,zadowolenie...

 

Zawsze lepiej mi się pisało, niż mówiło....Niezapisana kartka to wyzwalacz myśli, emocji. I w szkole często bywało tak: wypowiedź ustna -trója, pisemna - pięć. Pierwsze próby wylania swoich myśli na papier popełniłam w wieku 12 lat."Szczęśliwe życie" się zwało.;) Czort znajet :),dlaczego mój bohater miał na imię Rudek ( Rudolf????;P) i czemu jego rodzice miele się rozwodzić, skoro ja pochodzę z pełnej rodziny, a rozwody w tamtych latach były niezwykle rzadkie...

No, sami widzicie,ze od zawsze było ze mną jakoś inaczej :)....

Gdy miałam17 lat, na randce zwierzyłam się chłopcu:"Wiesz, chciałabym kiedyś wydać książkę!"....Popatrzył na mnie dziwnie, główką kiwnął niby w aprobacie i.....to było nasze ostatnie spotkanie!  Przestraszył się, bidak chyba, że na co innego braknie nam czasu......;)

Nie wiedziałam, że na spełnienie marzeń trzeba czasem poczekać pół życia! Teraz wiem przynajmniej, co nas zwykle blokuje w ich spełnieniu:

-źli ludzie, którymi się otaczamy, tzw.wampiry psychiczne, co odbierają nam siły witalne,

-malkontenci,urodzone Kasandry, co ciągle widzą na czarno.

-nałogi,które zamiast wyzwolić -uzależniają.

-niskie poczucie własnej wartości( wspomagane przez poprzednie czynniki;))

Mam w szufladzie parę niedokończonych prób literackich.SAMA powstała ponad 2 lata temu.Pisałam ją ( jeszcze w zeszycie ;)) "pod hasło" konkursu internetowego na powieść(opowiadanie|) dla kobiet. Zaczęłam późno.Nie zdążyłam wysłać, bo przecież trzeba było wszystko przepisać!.Moje tempo pisania na komputerze było wtedy ślimacze.Cóż...Leżała sobie spokojnie w komputerze i nie wołała papu.;).

Pod koniec ubiegłego roku poczułam,że -teraz albo nigdy!W końcu w pierwszych dniach 2011 znalazłam firmę poligraficzną, która na korzystnych warunkach wydrukowała moje dziełko.Zamówiłam niewielki nakład ( w końcum kobieta bez etatu;)) i oto wczoraj przywiozłam cały nakładzik do domu!

Teraz -trzymając nadal interes w swoich rękach;)- pozostaje mi zająć się dystrybucją książki. Liczę nieco ;) na czytelników Iwoman -może chociaż z ciekawości zakupią parę sztuk?...

SAMA to zbiór 4 opowiadań o samotności kobiet.Różnie postrzeganej, zaakceptowanej albo nie.Moje bohaterki są w różnym wieku i każda z nich ma inny status społeczny.

Sabina - licealistka,samotna w rodzinie.Dlaczego?...

Agata -młoda kobieta ze wsi,tzw."singielka" budująca swoje życie w stolicy.Czy szczęśliwa?

Marta -szkolna bibliotekarka, kobieta w średnim wieku, rozwiedziona( nie lubię słowa:"rozwódka" bo kojarzy mi się z zawołaniem w podrzędnym barze:"Kelner! ROZ wódka, dwa razy kaszanka!";)...Jak ona znosi samotność?

Amelia- wiejska emerytka,po śmierci męża mieszkająca samotnie.Czy umie odnaleźć się w takiej roli?

Uprzedzam pytanie -żadna z nich nie jest mną.;) Każda z postaci jest mi bliska,bo urodziła się w moich myślach , ale....nie do każdej żywię jednakową sympatię.W każdej jest natomiast....cząstka mnie. Choćby minimalna, ale jest. Na 70 stronach niełatwo jest przedstawić 4  tak różne postaci, mając za ideę pokazanie samotności w 4 różnych odsłonach...To moje pierwsze dziełko, które wyrzucam w świat.Ma ono jeszcze jedną atrakcję -4 ilustracje autorki:) wykonane techniką Paint ( 2 lata temu nie wiedziałam, co to takiego;))

Niestety, dystrybucja musi odbywać się drogą tradycyjną - poprzez pocztę.Nie widzę innej możliwości.Jednak dzięki obniżeniu kosztów, nie będzie to chyba cena wygórowana -13 PLN( książka + list priorytet ),a płatność przelewem na moje konto.

Do kontaktów podaję więc mój mail specjalnie w tym celu założony:))

ma_wicz@interia.pl

 Zresztą umieszczony  jest on na ostatniej stronie książki.Nie muszę wspominać, ze dla mnie, początkującej autorki bardzo cenne będą ( szczere!!!;)) opinie o dziełku, wysyłane również na podany adres.

A teraaaaaaaaz przyszła pora na chwyt marrrrrrketingowy!!!!;))

15 odważnych, którzy zamówią książkę, otrzymają w niej dedykację oraz....zdjęcie autorki!( oczywiście Czarnapantera, Willow czy Ag są już tu wliczone;))

Kłaniam się Wam.

Marietka albo....Maja Mavitsch , jak kto woli.;)

 

Komentarze (17)
Lekki stres i premedytacja w kupie....;)

Ta chwila musiała kiedyś przyjść.Bo cóż są warte marzenia bez próby ich spełnienia? Bez sprawdzenia, na ile to spełnienie przystaje do marzeń? Czas nieubłagany niesie kolejne lata, a wymieniany co roku kalendarz bezlitośnie przypomina, że wieczność to nie jest stan osiagalny po tej stronie życia.

Wobec powyższego nieodwołalnie i z premedytacją ;) zdecydowałam się na WYDANIE SWOJEJ KSIĄŻKI ! Po nieudanych pertraktacjach z pewnym odległym ( terytorialnie) wydawnictwem postanowiłam wziąć interes w SWOJE ręce i wypuścić między ludzi swoja pisaninę.Dzisiaj ustaliłam warunki z wydawcą.Jeszcze tylko kosmetyczne ( techniczne ) poprawki i jak dobrze pójdzie, za około 2 tygodnie będę pieścić w objęciach setkę egzemplarzy mojego opowiadania.Żadne opasłe tomiszcze,a gdzieżby tam! 60 stron refleksji nad życiem ubranych w formę literacką i uzupełnionych ilustracjami w paincie ;).Kto mnie zna, ten wie, o czym mówię.....a kto nie zna - pozna, mam nadzieję...

O czym rzecz? Na razie powiem ogólnie -o samotności kobiet pokazanej w czterech odsłonach.Leży już w szufladzie ( czyli na dysku E :)) ponad dwa lata,więc nabrała niewątpliwie mocy urzędowej.....;) Nie omieszkam oczywiście wypromować swego dziecięcia na iWoman ,tym bardziej,że kiedyś gościły tu osoby ,które namawiały mnie do "popełnienia" literackiej zbrodni.;);) POZDRAWIAM!!!!

Czy będzie to niewypał czy sukces(ik) ?....Okaże się. Kto nie ryzykuje, ten nie żyje!!!Dystrybucja w moich rękach.Niestraszne mi podróże, więc oczami wyobraźni widzę już siebie w pociągu ;) z walizką pełną książek zdążającą na spotkania autorskie w  jakiejś bibliotece gminnej czy  empiku.....;)))

Eh!!!Koleżanki i ( nieliczni) koledzy! Życzcie mi szczęścia,bo człowiekowi do twarzy jest z marzeniami.a ja mam ich wiele....na razie uskuteczniam jedno z nich....

Komentarze (6)
Wpis chaotycznie kontrolowany. ;)

Od miesiąca nic tu nie skrobnęłam i - nie wiedzieć czemu;) - mam z tego powodu umiarkowane wyrzuty sumienia. Z łezką w oku wspominam czasy sprzed roku,gdy jeszcze ten portal interaktywnym mógł się zwać.Po trzy razy w tygodniu wpadałam nań, aby podzielić się z innymi swoimi spostrzeżeniami, przeżyciami i refleksjami o życiu. ZAWSZE był jakiś odzew.Uzbierało się 130 wpisów.Dawniej -każdy był o czymś. Teraz -niekoniecznie.Bo i o czym  by tu napisać, gdy popularniejszy ode mnie jest na przykład tort Dobosa? ;)))

Obecnie "inter" jest tu jak najbardziej, ale z aktywnością to już ,ze tak powiem, dupa blada. Po serii wpisów"na punkty" w rodzaju:"zjadłam bułkę z masłem, smakowała mi", mamy na iWoman zalew ekspertów wszelkiej maści. Są więc eksperci od skóry, włosów,paznokci, sylwetki, trenerzy ciała , ducha i charakteru. Specjalista taki przeważnie rzuca nam na inter-żer to wszystko, co moglibyśmy wyczytać na specjalistycznych (sic!) portalach bądź nawet w eksperckich ;) rubrykach pism w stylu :"Królowa Kuchni", "Kleopatra przy Garach" ,"Twój pazur"czy " Sex na Blacie" ( kuchennym, oczywiście ;))

A niechże sobie piszą, jeśli taka ich wola! Zawszeć to można firmę swą poprzez internet wypromować i rozgłos większy zdobyć,jednak...Napiszesz takiemu Szanownemu komentarz czy zadasz pytanie, a on cię, najzwyczajniej w świecie olewa. Milczy.Wypina się.Wszak"expert"  to brzmi dumnie!....Opinię wyraził, mądrości,z których na co dzień żyje, w cyber-przestrzeń wrzucił i....na tym kończy się jego rola.Nie będzie się przecież poniżał, odpisując jakiejśtam marietce czy innemu prostaczkowi.On jest ponad to! On WIE, że dużo wie ( o paznokciach, pracy, seksie, potrawce z indyka),co wiedział, to powiedział -i basta. Czytajcie i klękajcie, narody!

Zresztą inter-ospałość jest obecnie cechą nie tylko "ekspertów". "Zwykłych " blogerów także.

Zamyśliwszy się głębiej doszłam do wniosku,że chcąc utrzymać się na Iwoman muszę przeobrazić się w eksperta! Koniecznie.  Bo nie mam ochoty zadomawiać się na innym portalu, jak zrobiło wielu  dawnych blogerów - ciekawych,nietuzinkowych osobowości zresztą.

Wicie,Towarzyszki i Towarzysze, rozumicie....;)

W poważnym wieku chęć do przeprowadzek maleje i się człowiek przyzwyczaja.Tak! Jakkolwiek infantylnie i sentymentalnie by to zabrzmiało.Pani w średnim wieku obawia się, ze po zaistnieniu w innym punkcie cyberprzestrzeni znów po jakimś czasie okaże się,ze trafiła do....hipermarketu,gdzie z każdego kąta towar krzyczy: "weź mnie!".

A ja atmosfery hipermarketów nie trawię.Idę tam, gdy naprawdę muszę.Ten typ tak ma.....Toteż, wracając do  ostatniego wątku,spróbowałabym pobyć na chwilę ekspertem.Jak to dumnie brzmi, psia jego noga!

Tylko....na czym ja się dogłębnie znam? ( żeby nie ujść za dyletanta, bo poruta;))).....Wymyśliłam!.....ZNAM SIĘ NA SAMOTNOŚCI jak mało kto.Tej młodzieńczej, werterowskiej, samotności we dwoje w małżeństwie, co to "razem a jednak osobno"oraz tej, gdy "syndrom pustego gniazda" zaczyna dotykać serducho dzień po dniu.

W zeszłym roku nieśmiało zaprosiłam do wymiany myśli osoby mające w domu problem alko.Parę osób pisało na priva, dziękowały za wskazówki.Jeśli komuś pomogłam podjąć decyzję -cieszę się okrutnie.;!) Tym bardziej że w naszym zakłamanym narodzie zarówno przemoc domowa jak i alkoholizm bliskich to często tematy tabu. Wolimy pogadać o odlotowych tipsach i pozycji łóżkowej "na kaptur mnicha" na ten przykład........Oczywiście nadal jestem otwarta na temat alko, jednakże ekspertem w tej dziedzinie mienić się nie śmiałabym, gdyż dopiero od roku ją zgłębiam i ciągle się uczę ....Zresztą dzięki temu, czego doświadczyłam, poznałam przez ten rok wspaniałych ludzi i z weekendowej samotnicy przeobraziłam się w chroniczną imprezowiczkę.;)

Kończąc, zapraszam do mojego eksperckiego bloga- S jak Samotność.Wszelkie uwagi i wnioski mile widziane.Czasem nie trzeba wiele, by zobaczyć swoje życie w innym świetle.Bywa, że na dany moment trzeba tylko osoby, co Cię wysłucha.Bywa, że tylko uśmiechu.....W chwilach wielkiej załamki nieważne, w co jesteś ubrany i czy twoja fryzura jest trendy. Wtedy tylko KTOŚ jest potrzebny, ktoś, co nagle stanie na naszej drodze...

P.S.....O, jasna choinka! Miało być o niczym ,czyli, za przeproszeniem, o du.pie Maryni.....a nie da się, jak widać ,panie , nie da się......;))) A tak się starałam!......;P

Komentarze (8)
Pół wieku baby.

Kobiety, uściślając, kobiety...Baba to sobie może być na  wielkanocnym stole lub w piaskownicy.Podobnie z cyckami.Te z kolei krowa posiada ( choć pastwiskowy Wersal zaleca formę wymiona), w odróżnieniu od kobiecych piersi lub biustu...

No, tak.Ten dzień kiedyś przyjść musiał. Właśnie dziś skończyłam 50 lat, co perfidnie ujawnia mój blogowy profil.:)

Naprawdę nie mam pojęcia, jak to możliwe. Przecież półwiecze to kawał czasu, a ja pamiętam swoją czterdziestkę dość dokładnie. Trzydziestkę także...A gdyby tak pozbyć się dowodu wraz z peselem, to może byłaby szansa na teleportację wstecz?!No,  jednak nie wiem, czy to dobry pomysł...Gdyby przyszło mi przeżyć jeszcze raz to, co przeżyłam choćby rok temu,to...dziękuję bardzo, wybieram teraźniejszość.

A teraźniejszość kobiety półwiecznej ma to do siebie, że życie odbiera z dystansu.I z każdym dniem, miesiącem, tygodniem ta kobieta jest bardziej wobec życia pokorna. Nie mylimy, oczywiście pokory z poddaniem się, bo to jest prymitywne uproszczenie!Wierząc w Boga  mam pełną świadomość , że jestem tu na chwilę.Ale na pewno nie za karę !Więc żyję chwilą, ciesząc się z drobiazgów, by nabrać sił do walki z wszechobecną  głupotą i zakłamaniem,bezmyślną agresją. I lubię ludzi. Czarnapantera zagląda im w zęby :))) ( daruj, Panterko - wiesz, że Cię lubię ;P) a ja w oczy. One naprawdę są zwierciadłem duszy....

Dobrze rozumiana pokora pozwala na pogodzenie się z tym, czego zmienić się nie da. Na ten przykład młodzieńcze kompleksy , a było ich parę,umarły z wiekiem śmiercią naturalną.Po prostu polubiłam siebie taką, jaka jestem.Niepowtarzalną, zwariowaną Marietkę. Zaakceptowanie takiego stanu rzeczy trochę trwa. I - bywa bolesne. Ale za to potem jaka ulga... ;).Operacje plastyczne, mordercze diety i wyrzeczenia nie dla mnie!

Gdy byłam trzydziestolatką, w swojej nader wybujałej wyobraźni roiłam  swój obraz za 20 lat. Wydawało mi się wtedy, że kobieta lat 50 na pewno:

- jest nieatrakcyjna

- wyleczyła się już z marzeń

- nie czeka na miłość ( a gdzieżby tam! ;))

- wszystko, co dobre ma raczej za sobą

Życie nie rozpieszczało mnie zbytnio, o czym wiedzą dawni ( eh, łezkę uraniam ;)) czytelnicy i blogerzy iWoman.Wobec tego, z  bagażem wiedzy o życiu i wiarą, że druga jego połowa przyniesie dobre dni, dementuję, co powyżej. I tak, " złota jubilatka" :

- bywa obiektem zainteresowania płci powszechnie uznanej za przeciwną ( może i częściej niż 20 lat temu;)))

- ma wiele marzeń. Wszak jeśli już nie marzysz, to znaczy, że nie żyjesz.Bez względu na wiek.

- Wierzy ,że zasłużyła na miłość i to taką przez M. Wie już teraz, co to naprawdę znaczy...A zakochać potrafi się niczym dwudziestka! 

- życie wciąż ją zaskakuje pozytywnie

A to wszystko znaczy, że młodość jest zapisana w sercu i duszy.Zegar biologiczny? A co to takiego ?... Rodzić już nie będę, nie ma obawy! :) A poza tym -wszystko O.K.:)

 

Stoję sobie przed lustrem w ten szczególny dzień i  - wstawiam przecinek w tytuł mojego wpisu, aby polsko-angielskim łamańcem zapytać moje odbicie:

- Pół wieku, BABY ?....Naprawdę?!!!

 Muzyczna dedykacja -dla wszystkich....Edyta zawsze na czasie.

 I jeszcze młody Sullivan....ehhhh! :)

Komentarze (10)
14 październikA ;)...

To oczywiście Dzień Nauczyciela, w którym, jako była nauczycielka składam życzenia wszystkim pedagogom, życząc cierpliwości w kontaktach z maluczkimi oraz zadowolenia ( mimo wszystko ) z niewysokich, ale stałych pensji...

Nie to jednak będzie stanowić clou mojego dzisiejszego wpisu, bo przecież rok temu właśnie o tym pisałam. Dzisiaj chciałam trochę ponarzekać na błędy, które wkradły się w język pisany i "mówiony".Zawsze jakoś miałam uczulenie na takowe.Może spowodowane to było domową atmosferą, w której wyrosłam? Mój, ś.p. tata z pobłażliwym uśmieszkiem poprawiał mamę( świeć, Panie, nad Jej duszą ;)), gdy ta używała gwarowych zwrotów do dziecka ( czyli mnie ), przywykła do potocznej mowy.Ojciec dbał wszak o czystość języka .Może przyczynili się do tej przypadłości dobrzy poloniści, którzy stanęli na mojej drodze, czy wreszcie stosy pożeranych od dziecka książek?...Czort znajet. ;) Dość,że razi mnie niechlujstwo w mowie, szczególnie pisanej.

Na co dzień, oczywiście, gadam prosto i zdarzy mi się, szczególnie w rozmowie z osobami zaprzyjaźnionymi "jechać gwarą", gdy czuję taką potrzebę.Gdy jednak idzie o oficjalne wypowiedzi....No, właśnie!

Nieprzypadkowo dzisiaj taki, a nie inny tytuł wpisu.

Upowszechniło się bowiem błędne określanie daty. Na pytanie:" Jaki dzień dzisiaj mamy?" padnie z mnogich ust odpowiedź : " Czternasty październik", "dwudziesty piąty maj".Tak, jak gdyby październików czy majów było w kalendarzu kilkadziesiat... Zapamiętałam jeszcze z liceum ( a to naprawdę kawał czasu w moim przypadku ;)) słowa polonistki:

"Mów zawsze: trzynasty ( w domyśle dzień) pażdziernikA, 25 (dzień) majA, 6 ( dzień) grudnia" . Zapamiętałam i tak mi już zostało.

Teraz z innej beczki. Ekspozycja przed sklepem z młodzieżową odzieżą. Patrzę ja na tablicę, zachęcajacą do zakupu i myślę: "Jak nic zeżarło im literkę, zdarza się"....ale przy kolejnej takiej sytuacji już nie miałam wątpliwości. Znów błąd! I to wystawiony dumnie na publiczne ( uliczne ) światło.Napis głosił: "ORGINALNE dżinsy!"

Ja przepraszam, mogę być z racji wieku wsteczna i staroświecka, ale...po mojemu to one powinny być orYginalne. Bo jeśli takie, jak napisano, to -być może -"autor miał na myśli ", że podczas ORGII będą używane"...;) W takim przypadku - odpuszczam.Orgia w orginalnych dżinsach to jest to!

 

Z odzieżowego przemykamy szybko, aby zrobić szybkie zakupy w mięsnym.Stajemy przy chłodni z padliną wszelkiej maści czyli pozostałościach po braciach mniejszych.Żeberka, wątroby,polędwice babci, dziadka, szynki wuja krwiście wdzięczą się zza szkła, a pośród nich....MARTADELA.

Znów - gdyby podejrzenie  moje nie poszło od razu w kierunku taniej mOrtadeli ( z biustu świni podobno), mogłabym przypuszczać ,że to francuski specjał, pochodzący od szacownej grafini...."Marta de la Cruise" na ten przykład. ;)

Na koniec postrzępię jeszcze jęzor nad słówkiem DOKŁADNIE, które rozpanoszyło się w mowie  polskiej wszem i wobec.Tak, jak nie można by powiedzieć :"właśnie!", "oczywiście!", "tak jest!".Wchodzę sobie dziś na jakieś internetowe forum i tam...(mamo, ratuj!) polonistka (!) trzepie tym słówkiem w tekście jak opętana.....Oczywiście  w znaczeniu angielskiego "exactly"...Ręce wzdłuż znikomego biustu znów mi opadły......;)

.....A za oknem tymczasem wypogodziło się .Toteż pozdrawiam jesiennie, czyli kolorowo ;) życząc miłego popołudnia w oryginalnych dżinsach z mortadelą w cieście na talerzu! Dokładnie przysmażoną, jakby co.A jutro -prawdopodobnie -wstanie nowy dzień.Piętnasty października.;)

A tu mój paintograf jesienny....:)

 Wiem.Nikt nie odtworzy piękna natury tak, jak ona sama.....

 

 

 

Komentarze (8)
Przyszła jesień! ;)))

Daruj, Pantero - ja nie ze złośliwości ( chociaż niektórzy skłonni są posądzać Skorpiony o tę niechwalebną cechę ;P)

Ja z przekonania i potrzeby serca -dedykuję Ci Moją Jesień.Taką, która skłania do marzeń.Taką, która kojarzy się z ciepłem, spokojem, stabilizacją.Taką, co w południe zanurza w aksamitnych kolorach, a o zmierzchu każe skryć się w ciepłym wnętrzu przy filiżance kawy lub grzańcu ;) pachnącym goździkami .

Gdy podniesiesz głowę do góry, zauważysz, że Jesień to nie agonia.To tylko metamorfoza.Przeistoczenie we śnie. Wszystko wokół zmieniając barwy, zapowiada przejście do bezpiecznej krainy snu.Na chwilę.Nie na zawsze przecież...Ta jarzębina żyje, jak można najbardziej.Jest jak dojrzała kobieta, co śmiało patrzy w oczy, pewna swej urody....;)

Czasami zdarzy się,że chmury zasłonią słońce.My też zasłaniamy okna wieczorem po to, by rankiem je odsłonić.Nawet pochmurne niebo bywa piękne , choć nostalgiczne nieco.Jak nokturn...Nawet ono jednak daje nam siłę wtedy, gdy poprzez chmury i deszcz słyszymy słowa przyjaciela...

 

 

"Życie choć piękne, tak kruche jest"......więc....."Memento vitae!" :)

( tylko raz - przyp. autorki ;))

 

 

Wiele jesieni za , wiele przed nami. Każda, która trwa,jest częścią naszej wędrówki przez życie.Jesteśmy tylko przechodniami przez tę cudowną Ziemię...Nie warto kruszyć kopii o byle co.Zły dzień się zawsze kończy, aby ustąpić miejsca nowym dniom.

 

To wszystko, co  żyje dookoła nas wciąż pokazuje nam drogę do nadziei. Dopóki motyl będzie wznosił skrzydła do lotu, a człowiek czekał na drugiego człowieka, nie pokona nas zło....;)

I tak , gdy nawet liście i owoce spadną, nagie konary przykryje puch śniegu, dając nam w zamian długie wieczory przy kominku.I wspomnienia dobrych dni.I bliskość dłoni. Spojrzeń lądujacych w znajomych oczach.Zrozumianych niedopowiedzeń.

Te złe wspomnienia przykryje błoto jesienne, utoną w kałużach na zawsze...Nie pozwolimy im zabić radości jutra!...

A my , bogatsi o kolejną jesień będziemy z coraz większym spokojem i pokorą wobec niezmienności Natury piąć się ku słońcu.Wciąż.Od nowa.Czasem niby powój, czasem jak dzikie wino, przebijać się poprzez mury...

Panterze, ale i wszystkim,co jeszcze nie umieją cieszyć się jesienią.:)

Indywidualistom żyje się trudniej po prostu.....ale za to jaki bez nich nudny byłby świat!;)))

 

 

 

 

Komentarze (6)
Lipcowe requiem.

Czerwiec 2009.

"Nasza klasa" do czegoś się jednak przydaje.Chociażby do odszukania znajomych z dawnych lat.

Trzy koleżanki ze studium pedagogicznego - Iwona, Marta i Marietka spotkały się przy lampce martini w przytulnej kawiarni. Ta pierwsza akurat przyleciała ze Stanów na urlop.Dawniej przykładna, obowiązkowa , i - bardzo ładna dziewczyna z naszego roku, dziś zadbana średniolatka, co tam za oceanem w polskiej szkole małolatom ojczyzny zapomnieć nie daje.Druga ," z tej samej ławy", co autorka, mieszka w naszym mieście. Wtedy, przed laty - lubiana zarówno przez "grono" co i przez koleżanki (rzadkość!) wesoła, zdolna, kreatywna dziewczyna. Jak na kobietę z małego miasta, zaszła daleko.Ktoś powie:" odniosła sukces", ktoś inny - życiowo spełniona. Bo to i  lubiana nauczycielka i wykładowca na uczelni i doradca metodyczny i szczęśliwa matka trójki dzieci. No i -do niedawna -szczęśliwa żona. 3 lata temu nagle została wdową. Guz  na mózgu męża.

- My naprawdę bardzo się kochaliśmy z Wiktorem - mówiła... I tak też odbierali ich znajomi. Rodzina ciepła, spójna, taka, co daje oparcie. Daje kapitał miłości , a przez to siłę na późniejsze, niełatwe lata.

- No, cóż.....jakoś się pozbierałam, choć czasami, gdy wrócą wspomnienia, bywa ciężko- mówiła -ale, wiecie, trzeba przecież iść do przodu, są dzieci! Aaaa, nie mówiłam wam?! Jestem babcią ! W zeszłym miesiącu byłam u Wojtka w Londynie ! Jakiego mam słodkiego wnusia! Córka wyszła za mąż niedawno, tylko ta najmłodsza, Gaba jeszcze w szkole....A ja tu do was prosto z uczelni jadę....bardzo chciałam zdążyć!- radośnie oznajmiła "profesorka M".Niespożyta energia, wewnętrzne ciepło i dystans do życia nadal obecne po latach....

-No, to pijemy pod twoje "wczesne "babciostwo"! - ochoczo podchwyciły Iwonka  z Marietką. Kelner!

Przy stoliku obok też jakieś trzy "średniowieczne" coś tam świętowały. Istny Babilon był tej soboty w "Kameralnej". ;)

-Czy może nam pani zrobić fotkę? Tak na pamiątkę! - na lekko gumowych nóżkach Marietka podeszła z aparatem do sąsiedniego stolika. Pstryk, pstryk, pstryk.No, jeszcze jedno, bo prędko się nie spotkamy! Czas w kadrze zatrzymany. Roześmiane, zwariowane, młode. Jakby znów miały  po 20 lat!

- Dziewczyny! - wtrąciła Iwona - za dwa lata znów będę w Polsce. Musimy się wtedy spotkać ale w szerszym gronie! Bo to jeszcze Agatę byłoby fajnie zobaczyć, Ankę, Gośkę... Rozrzuciło nas po świecie,cóż na to poradzić! Trzeba to porządnie zorganizować , wcześniej "namierzyć" te, co się da.Będzie super!

Późnym wieczorem,nagadane, najedzone, napite i przepalone ;) ( rumsztyk?! ja chyba pęknę, ale taki apetyczny!!!Co tam, pójdę na siłownię....  aaa,szarlotka, specjalność zakładu, proszę bardzo.....ooo, zapalimy marlborasa z Niujorku!!! No to jeszcze po jednym - strzemienny! Komu w drogę, temu czas........)

Uściski serdeczne, pożegnalne obietnice.Dwa lata to niedługo! Wymienione całusy, telefony, maile. Fajnie było! Szkoda się rozstać, ale życie wzywa.Po Iwonkę dzwoni mama, po Martę przyjechała córka (no, córeczko - dlatego nie pojadę sama, bo piłam, rozumiesz? ;)) Zrozumiała, przyjechała.Oj, mamuś, mamuś! No co? Czy mnie się od życia nic  już nie należy?

No jasne, mamo, ze ci się należy! Wsiadaj.....;)

Czerwiec 2010 ( konkretnie tydzień temu)

Przypadkowo spotykam znajomą, Ankę.Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Pada nazwisko, imię...i słowa:"Straszna tragedia, to już końcówka".

- Anka, powtórz. O kim ty mówisz? O kim?! O TEJ Marcie?!!! Ja nie wierzę...No, coś ty...Przecież....nieeeee!....

- Tak... To wy się znacie? Nie wiedziałaś?!....To poszło nagle.Najpierw mały guzek.Smarowała, coś tam przykładała.Się powiększało, cholerstwo.Poszła do chirurga.Wyciął. Głową poważnie pokiwał.Kazał zapomnieć "o sprawie", bo tak będzie lepiej.Ale zaczął dokuczać kręgosłup."To pewnie zmiany zwyrodnieniowe"- mówiła. I uczyła. Wykładała. Działała. Ale przyszedł dzień, że wzięła L 4. Słaba jest bardzo, wiesz....Podobno przerzuty.

WCZORAJ, południe.

Jestem na zleceniu.SMS .Krótki, najkrótszy, jaki dostałam kiedykolwiek...."Marta zmarła"

DZIŚ.

Wróciłam z JEJ pogrzebu.I tylko to słońce lipcowe świeci sobie bezczelnie, jakby nic się nie stało.

Non omnis moriar......Ty, Marta, na pewno NIE!

 

 

Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze wpisy
2011-07-26 11:04 Oferta sprzedaży.Kupcie dom!
2011-02-14 09:44 Walę tynki!...;)
2011-01-31 15:11 Preludium :P
2011-01-29 12:39 Wydałam książkę! :)
2011-01-13 11:07 Lekki stres i premedytacja w kupie....;)
O mnie
marietka

Trochę z pierza, trochę z mięsa:), numerologiczna piątka, wciąż zdziwiona życiem...Do skansenu albo do tanga z różą w zębach...;)

Mój profil w iWoman.pl
Kategorie
Ogólne